Zamknij X Nasza strona wykorzystuje pliki cookies. Informacji zapisywanych w plikach cookies używamy w celach statystycznych oraz w celu dostosowanie strony do indywidualnych potrzeb
użytkowników. Możesz zmienić ustawienia dotyczące przechowywania oraz uzyskiwania dostępu do plików "cookies" w swojej przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę
na używanie plików cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami Twojej przeglądarki.

podwawelski.pl
Aktualnie jesteśAktualnie jesteś: Strona główna Moim zdaniem... Opinie i komentarze Z Krzysztofem Gackiem rozmawia red.Marcin Marzec Aktualnie jesteś
1 2 3 4 5
Strona główna Moim zdaniem... Opinie i komentarze Z Krzysztofem Gackiem rozmawia red.Marcin Marzec
Z Krzysztofem Gackiem rozmawia red.Marcin Marzec Drukuj Email
Wpisany przez Marcin   
poniedziałek, 10 listopada 2014 08:17

Jestem samorządowcem, nie politykiem

 

Wywiad z Krzysztofem Gackiem, radnym VIII Dzielnicy

– Ma Pan prawicowe, czy lewicowe poglądy polityczne?

– Raczej centro­prawicowe, jednak przede wszystkim jestem samorządowcem, nie politykiem. Uważam, że na szczeblu lokalnym sprawy ideologiczne powinny ustąpić miejsca konkretnym zadaniom na rzecz konkretnych mieszkańców, których się reprezentuje.

– Chce Pan powiedzieć, że polityka w ogóle go nie interesuje?

– Ukończyłem politologię, więc nie mogę tak powiedzieć. W społeczeństwie demokratycznym decyzje podejmuje większość. Chcąc skutecznie działać w samorządzie, w sejmie, czy w jakiejkolwiek organizacji społecznej trzeba współpracować z innymi ludźmi, przekonać ich do swoich pomysłów i zyskać ich poparcie podczas głosowania. To jest właśnie polityka.

– I udaje się Panu ta współpraca?

– Myślę, że tak. W dotychczasowej pracy w VIII Dzielnicy poznałem wiele środowisk. Przez ostatnie cztery lata odbyłem 127 dyżurów radnego, w trakcie których zauważyłem, że mieszkańcy mają coraz większą świadomość społeczeństwa obywatelskiego. Wiedzą, że organizując się oddolnie na rzecz jakiegoś zadania mogą go zrealizować. Obowiązkiem radnego jest pomoc i wspieranie takich inicjatyw. Jednym z najlepszych przykładów jest otworzenie przejazdu pod ulicą Konopnicką koło hotelu Forum. Sprawa ciągnąca się latami przez twarde stanowisko władz miasta i właściciela terenu, wydawało się nie do ruszenia, została załatwiona w kilka miesięcy. Kilkaset podpisów zebranych na os. Podwawelskim pod wnioskiem obywatelskim spowodowało, że prezydent Majchrowski ugiął się pod presją mieszkańców, porozumiał z właścicielem Forum i przejazd jest od ponad 4 lat otwarty.



– Czy Jacek Majchrowski jest dobrym prezydentem Krakowa?

– Nie jest złym ale jak Pan wie kandydatem Platformy na prezydenta jest Pani Marta Patena

– Czy Kraków potrzebuje wielkich, kosztujących setki milionów złotych inwestycji, takich jak Centrum Kongresowe i Kraków Arena?

– Wiem do czego Pan zmierza, ale w przypadku naszego miasta odpowiem, że tak. Kraków jako jedyne miasto w Polsce obecne jest w każdym światowym przewodniku turystycznym po Europie. Kilkadziesiąt tysięcy mieszkańców żyje z turystów: właściciele i pracownicy hoteli i hosteli, restauracji, muzeów, galerii, kawiarni, sklepów w centrum, sprzedawcy pamiątek, przewodnicy, taksówkarze. Jedna z najnowocześniejszych w Europie wielofunkcyjna hala sportowa i Centrum Kongresowe z prawdziwego zdarzenia to infrastruktura, dzięki której turystów z całego świata będzie jeszcze więcej. W dodatku, zwłaszcza w przypadku Centrum Kongresowego, będą to najczęściej turyści zamożni, którzy zostawią w Krakowie konkretne pieniądze. Miasto zyska wizerunkowo, mieszkańcy więcej zarobią. Nie oznacza to jednak, że duże inwestycje powinny być realizowane kosztem tych mniejszych, mających wpływ na codzienne życie mieszkańców.

– Co ma Pan na myśli?

– Osiedlowe ulice, parkingi, parki, żłobki, przedszkola, domy kultury. Główna zasada ekonomii mówi, że człowiek najpierw zaspokaja potrzeby podstawowe, a dopiero potem potrzeby wyższego rzędu. Nikt rozsądny nie kupi biletu do teatru kosztem obiadu. Tak samo powinno być w planowaniu miejskich inwestycji. Obecnie lokalne zadania są w Krakowie realizowane, ale najczęściej te, na które jest największy nacisk społeczny, rozgłos w mediach itd. Dlatego tak ważny jest rozwój społeczeństwa obywatelskiego i oddolne inicjatywy mieszkańców, które wymuszą na władzach działanie w interesie wyborców, a nie realizację własnych ambicji. Wybory samorządowe to takie Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy miasta, na którym wszyscy jego właściciele wybierają Zarząd i Radę Nadzorczą, które mają ich reprezentować i są rozliczani ze swoich działań.

– Co obecnie w realizacji lokalnych, podstawowych potrzeb mieszkańców, których kilka Pan wymienił, działa nie tak?

– Przede wszystkim podział środków w strukturze samorządu. Każda z dużych miejskich inwestycji, takich jak organizacja Mistrzostw Świata w siatkówce, budowa stadionów, Centrum Kongresowego, Kraków Areny, estakad, kładki Bernatka, kosztowała kilkadziesiąt lub kilkaset milionów złotych. Roczny budżet największej w Krakowie, VIII Dzielnicy Dębniki, którą reprezentuję, wynosi niewiele ponad 3 mln zł. Budżety innych dzielnic są podobne. Przez tak niskie środki na lokalne inwestycje radni dzielnicowi, mający największy kontakt z mieszkańcami i najlepiej znający ich potrzeby są zepchnięci do roli pań i panów od placów zabaw, piaskownic i huśtawek. Każde większe lokalne, ważne społecznie zadanie, jak choćby termomodernizacja Szkoły Podstawowej nr 25 i Gimnazjum nr 21 przy ul. Komandosów, kosztujące przeszło 800 tys. zł, trzeba „wychodzić” w Radzie Miasta. „Chodzących” z kilkunastu krakowskich dzielnic radnych w podobnych sprawach jest wielu i pieniądze z budżetu miasta na realizację inwestycji dostają tylko niektórzy. Rozwiązaniem jest radykalne zwiększenie budżetów dzielnic, tak żeby mieszkańcy sami mogli decydować, co jest im potrzebne i na co chcą przeznaczyć swoje tak naprawdę pieniądze. Oczywiście sprawy związane np. z transportem, dotyczące całej aglomeracji Krakowa, powinny zostać w gestii miasta, ale już np. budowa Parku Ruczaj, czy dokończenie Nadwiślańskiej Trasy Rowerowej to zadania typowo lokalne, na które Rada Dzielnicy powinna mieć własne środki, a nie walczyć o nie w Radzie Miasta. Nie wyobrażam sobie, że jakaś matka z wózkiem przejedzie z Nowej Huty przez cały Kraków pospacerować po Parku Ruczaj, kiedy ten powstanie, tak samo jak biegacz z Dębnik raczej nie będzie korzystał z Parku AWF w Czyżynach. Przekazanie kompetencji i idących za nimi środków niższemu szczeblowi samorządu z pewnością przyczyniło by się do poprawy jakości życia mieszkańców.

– Według niezależnych badań w mijającej kadencji był Pan po Urszuli Twardzik drugim najbardziej aktywnym radnym Dzielnicy VIII. Na liście wyborczej PO do Rady Miasta w swoim okręgu ma Pan dopiero 6 miejsce.


– Cztery lata temu miałem 11 miejsce i zdobyłem prawie tysiąc głosów, z kolei w wyborach do Rady Dzielnicy VIII miałem najwięcej głosów spośród wszystkich kandydatów PO. Miejsce na liście wyborczej w przypadku wyborów samorządowych jest drugorzędne i mówię to Panu jako politolog. W poprzednich wyborach do Rady Miasta najwięcej głosów uzyskała kandydatka z odległego miejsca. Jestem przekonany, że obecnie na „naszej” liście najwięcej głosów otrzyma Bogusław Kośmider - samorządowiec którego niezwykle cenię m.in. z racji jego doświadczenia. Ostatecznie to i tak mieszkańcy Krakowa zdecydują, kogo chcą powołać na swoich reprezentantów w Radzie Miasta, Radach Dzielnic, Sejmiku i kto ma być ich Prezydentem.

- Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Marcin Marzec

 

 
Reklama

Sonda

Gdzie w "ósemce" chciałbyś zamieszkać?